(...) Czy tego nie zauważyłeś? Nakręcono już setki filmów, w których "psychol" terroryzuje niewinną ofiarę, a na końcu ginie z rąk "sprawiedliwości", ale to nie jest jeden z takich filmów. Ten, który jest tzw. "ofiarą szaleńca" jest winny. Jest winien braku szacunku dla "bliźniego", jest winien chęci zdrady małżeńskiej. "Szaleniec" zaś nie jest uosobieniem perfidnego zła, lecz bożego dobra, z niezwykłą determinacją pragnącego uratować duszę i rodzinę bohatera. Przeprowadza go krętą drogą do pojednania i odkupienia win. Niewinną ofiarą zatem nie jest tu terroryzowany bohater, ale prawdziwie niewinny człowiek - "baranek bez skazy". Krwawej ofiary współczesnego Chrystusa nikt jednak nie rozumie, a nawet niemal nikt nie zauważa. Czy dwa tysiące lat chrześcijaństwa niczego nas nie nauczyło? (...)
Moja analiza filmu "Telefon" - fragmenty dyskusji.


Zachód przeżywa kryzys wiary w spowiedź, stąd może taki właśnie pomysł. Bóg wychodzi z kościoła i ustawia swój konfesjonał na ulicy. Nie ma już dobrowolnej spowiedzi. Przeciwnie. Bóg przystawia człowiekowi pistolet do głowy. Żąda wyznania grzechów. I brutalnymi metodami osiąga swój cel. Odchodzi mówiąc "i nie grzesz więcej". Jedno mi tylko w tej układance nie pasuje. Rozumiem, że ginie alfons, jako człowiek do głębi zły, ale czemu ginie dostawca pizzy? Albo ja czegoś nie zrozumiałem, przeoczyłem coś w zakończeniu, albo jest to słaby punkt scenariusza. Czy ktoś może mi to wyjaśnić, proszę?



Zabicie dostawcy ma oczywiście sens dla fabuły (pozwala Bogu odejść - Bóg przecież chce dobra człowieka i nie może zginąć), ale jest to bardzo głupie rozwiązanie całej akcji. Ginie zupełnie niewinny dostawca pizzy. Jaka w tym logika dla moralnego wydźwięku filmu? Niestety zakończenie mnie rozczarowało, a film był przecież dość dobry. Jeszcze jeden dowód na to, że tematy religijne zawsze będą w cenie, a typowe historie kopaj-zabij przeminą.

głos z forum  -  sytuacyjna:
"w sumie to snajper powiedział na końcu, że szkoda mu troche było tego dostawcy... I to ma chyba według twórców wystarczyć dla zbyt dociekliwych w tej kwestii..."

Dzięki. Właśnie. Wiedziałem, że było podobne zdanie, ale zupełnie zapomniałem treści. Niczego ono nie wyjaśniło.

Fajny film. Przeczytałem sobie niektóre opinie. Ktoś napisał nawet, że się popłakał. Ta sensacyjno-technologiczna otoczka (policja, telefony...) spełniła swoją rolę. Młody widz zupełnie nie zauważa religijnej wymowy filmu. Gdyby ją znał wcześniej pewnie by go nie chciał oglądać. Tymczasem film dowodzi tego, że spowiedź ma sens. Spowiedź prawdziwa. Nie tylko ciche, wstydliwe wyszeptanie grzechów w konfesjonale, ale przyznanie się do nich przed innymi ludźmi, przed "współbraćmi". Bohater-grzesznik zostaje rozgrzeszony. Żona wybacza mu chęć zdrady. Inni ludzie nie potępiają go. Przeciwnie. Współczują mu i za wszelką cenę próbują uratować.

Świetna jest scena, w której grzesznik gra rolę proroka. Wszechwiedzący Bóg-Sutherland przemawia za jego pośrednictwem do oficera policji Whitakera, że ten rozbił swoją rodzinę i teraz się onanizuje. Oficer później także przyznaje się do swojej grzeszności i doznaje uzdrowienia: stwierdza, że gdyby postępował inaczej może żona by go nie rzuciła. Zapala się dla niego jakieś światełko w życiowy tunelu. Whitaker świetny w tej roli.

To, co szalenie istotne - wszystkie główne postacie filmu nie są ani białe, ani czarne. Grzesznik, oficer, żona, niedoszła kochanka to są po prostu ludzie uwikłani w życiowe problemy ani źli, ani dobrzy. W nikogo nie możemy rzucić kamieniem. Bóg-Sutherland też nie jest czarno-biały. Jego pragnieniem jest uratować rodzinę od rozpadu, uchronić grzesznika przed ciężkim grzechem zdrady małżeńskiej. I właśnie to w przesłaniu filmu mnie najbardziej cieszy: rodzina jest dla Boga największą świętością. Bóg potrafi zrezygnować z kościoła. Cóż, jeśli kościoły są puste jaki byłby sens pozostawania w nich samotnego Boga? Bóg więc opuszcza kościół, wychodzi ze swego domu, do człowieka, na ulicę. Konfesjonał zamienia na telefoniczną budkę. Jednak z tego, co dla niego najświętsze nie potrafi zrezygnować: z rodziny. Walczy o jedność rodziny. W czasach gdy rozwody są tak powszechne, gdy za rodzinę próbuje się uważać związki homoseksualne Bóg broni zdrowia moralnego rodziny. Familia jest ciągle Sagrada.

W zakończeniu widzom wydaje się, iż Bóg został przechytrzony, ale przecież on przewidział to, że grzesznik zostanie uratowany strzałem z gumowej kuli. To trochę tak, jak pokuta. Tylko ta sprawa z dostawcą pizzy jest... niezrozumiała, kiepska, nie wiem, może zmieniona przez kogoś (producenta?), który nie rozumiał filmu.



No, teraz mnie oświeciło! Już wyjaśniam:)

Dostawca pizzy symbolizuje Syna bożego wysłanego przez Ojca z chlebem-pizzą czyli z komunią. Grzesznik odrzuca Syna bożego i jego dar. Bóg ma do grzesznika pretensje, że ten był niemiły dla dostawcy, że nie potraktował go z szacunkiem. I w takim kontekście staje się jasne czemu dostawca ginie. Tak, dostawca umiera za grzechy głównego bohatera! Umiera niewinny, tak jak Chrystus.

Autor Kociej kołyski (wspaniałej historii z wątkami biblijnymi), Św. pamięci Kurt Vonnegut powiedział kiedyś, że najlepsze książki to przetworzenia Biblii. Tak, Biblia jest ciągle żywym źródłem choć jak widać nie łatwo zrozumieć wszystko od razu.

głos z forum  -  cloudpl:
"Chyba nie powinienes odstawiac tych tabletek ktore Ci psychiatra przypisal ;) "

Ja rozumiem. Wiele czytających moje rozważania się żachnie, ale prawda jest taka, że ten film ma dwa znaczenia - jawne i ukryte. Wszyscy widzimy to jawne. Cała zabawa polega na odkryciu tego przez scenarzystę ukrytego. Przecież scenarzysta pisze scenariusz w powiedzmy kilka tygodni, a może nawet miesięcy, a my chcemy go zrozumieć o tak, bez namysłu, od razu. Scenarzysta, Larry Cohen wymyślił sobie, że ubierze Biblię w nowoczesne szatki i to mu się świetnie udało. Czemu na przykład ginie alfons? Czy dlatego, że skłaniał innych do grzechu? Pewnie tak. Ale może też dlatego, że chciał wyprowadzić bohatera z budki? Podniósł rękę na świętość konfesjonału?

A jeśli chodzi o namolność dostawcy to przecież Chrystus też był namolny i nikt go nie prosił by chodził i ludziom mówił o ich grzechach, o miłości, o pokucie... Wszyscy wiemy jak mu za to podziękowano. To nie jest tak, że Chrystus umarł dwa tysiące lat temu i można o tym zapomnieć. Co jakiś czas do każdego z nas przychodzi ktoś z dobrą nowiną, z chlebem, z miłością, a my ten dar odrzucamy, bo jesteśmy zajęci czymś innym. Nie dostrzegamy rzeczy naprawdę ważnych, bo zajęci jesteśmy tworzeniem swojego złudnego, małego światka tak, jak bohater filmu. Gramy swoje małe rólki, wypowiadamy małe kłamstewka. Czy okazujemy miłość swoim rodzicom, dzieciom, bliskim? Czy okazujemy im szacunek nawet wtedy gdy są namolni, gdy wymagają od nas rzeczy, których nie chcemy robić? To są ważne pytania. Miłość prawdziwą, szczerą, bezwarunkową. Z filmu wyrzucono scenę, w której pokazana była miłość złuda, chora - szkoda trochę tej sceny.

Jednak im więcej o tym myślę, ta analogia staje się coraz bardziej oczywista. Dzwoniący najpierw wysyła faceta z pizzą. Dopiero gdy ten zostaje odesłany do zamawiającego zaczyna się pierwszy telefon od dzwoniącego. Czemu doręczyciel przychodzi z pizzą, a nie na przykład z chińskim żarciem albo hamburgerem? Wszystko da się wyjaśnić analogią. A zatem najpierw Bóg wysyła swojego syna z chlebem. Pizza to przecież podpłomyk czyli chleb taki, jaki jadano w czasach biblijnych. Syn boży jednak zostaje odrzucony, odesłany do tego, kto go przysłał.

Ta kluczowa postać dla urytego znaczenia filmu, doręczyciel pizzy umiera od podcięcia garda. Dlaczego nie po prostu od postrzału? Bo to by nie pasowało do analogii. Oczywiście doręczyciel nie mógł zostać ukrzyżowany, bo to by wyglądało zupełnie nierealnie, dziwacznie. Umiera więc w konwulsjach z poderżniętym gardłem jak... baranek ofiarny. Bóg składa ofiarę ze swojego syna za grzechy bohatera historii.

I jeszcze jeden ciekawy symbol religijny. Otóż bohater, gdy dzwoni do dziewczyny, którą chce przelecieć, zdejmuje obrączkę. Jaki to ma sens? Przecież przez telefon ona nie zobaczy czy on ma obrączkę czy nie?

A już sama końcówka w której widzimy na ekranie Sutherlanda jest karkołomnym wyjściem scenarzysty. Pokazano twarz Boga-Sutherlanda. Dlaczego? Czemu na koniec scenarzysta wyszedł z tej konwencji? Może to też jest przenośnia tego, że choć wydaje się nam teraz, że Bóg jest kimś wymyślonym, kto nas nie dotyczy, to jednak kiedyś umrzemy i spotkamy się z Bogiem twarzą w twarz. Stąd właśnie bohater dostaje zastrzyk, zapada w półsen i dochodzi do tego spotkania. Przecież telefonujący mógłby zadzwonić do niego na komórkę i to powiedzieć, nie musiał pokazać twarzy, a jednak...

I może najbardziej wstrząsająca jest marginalność śmierci dostawcy pizzy czyli Chrystusa. Zauważył ją tylko jeden snajper. Zlitował się nad nim. To dopiero daje do myślenia!

głos z forum  -  krygrod:
"nie wiem czy tworcy filmu stworzyli go w takim kontekscie jak ty to widzisz mariuszkwiatkowski to by trzeba bylo ich samych zapytac ale rzeczywiscie po obejrzeniu "Telefonu" mozna go rozumowac na ten religijny sposob lub na taki jaki Ja czyli jako ciekawy zwyczajny thriller"

Tak, myślałem o tym, ale chyba nie da się tak po prostu puścić maila do Larry Cohena:)
Szukałem opinii czy recenzji na anglojęzycznych stronach - niczego podobnego do mojej interpretacji nie znalazłem. Może spróbuję napisać do jakiegoś polskiego krytyka filmowego - to bardziej realne, ale już nie to samo.

Tu znalazłem ciekawe informacje o filmie:
http://www.stopklatka.pl/film/film.asp?fi=10330&sekcja=2

Fragment:
"Od ponad dwudziestu lat szukałem pomysłu na film, którego akcja toczyłaby się w zamkniętej przestrzeni - mówi scenarzysta Larry Cohen. - Budka telefoniczna może stać się niezwykłą pułapką: uwięziony w niej człowiek znajduje się w samym środku tętniącego życiem miasta, otaczają go tysiące ludzi. Nie może wydostać się z budki, która przypomina szklaną trumnę. Wszyscy go widzą, a nikt nie wie, że terroryzuje go niewidoczny prześladowca. To najgorsza z pułapek.

Na ostateczny pomysł Cohen wpadł niespełna cztery lata temu: Pewnego dnia doznałem olśnienia - weź snajpera, faceta w budce, jego żonę i dziewczynę, dodaj do tego morderstwo i policję, a reszta sama się ułoży. Tak się też stało: napisanie całego scenariusza zajęło mi niecały tydzień - mówi."

Zatem Larry Cohen ani pary nie puszcza na temat odniesień do Biblii. No, cóż. Nowy Testament jest fundamentem naszej Zachodniej kultury. Posiłkują się nim pisarze, scenarzyści, twórcy piosenek... Inteligentny, błyskotliwy, doświadczony twórca jakim jest Larry Cohen bez trudu potrafi zrobić kalkę nowotestamentowych wątków w swoim dziele. No bo jak inaczej wyjaśnić wątek dostawcy pizzy. Pizza Guy pojawia się przecież bez sensu - co po Dzwoniący częstuje Bohatera pizzą? I potem, po upływie ponad godziny (bo akcja filmu odbywa się w czasie rzeczywistym) dostawca ginie. Co robił tyle czasu? Był zakładnikiem Dzwoniącego, ale po co? I w końcu dlaczego zostaje zabity tak dziwacznie? Przecież Dzwoniący to strzelec wyborowy, a nie rzeźnik z nożem. Niektórzy na forum twierdzą, że Dzwoniący to szaleniec, świrus, ale w jego szaleństwie jest metoda. Zabija ludzi grzesznych. Po drugie przed zabiciem przeprowadza tę dziwaczną psychoterapię-spowiedź. Po trzecie jest człowiekiem kulturalnym, wyczulonym na godne odnoszenie się do innych (wielokrotne upomina bohatera by odnosił się kulturalnej). I co najdziwniejsze to przecież nie on chciał kogokolwiek zabić - alfons ginie, bo facet z budki go o to prosi. Co prawda potem wycofuje się z tego, tłumaczy, że nie to miał na myśli i w rezultacie sprawa staje się niejasna kto tak naprawdę wydał decyzje o zastrzeleniu stręczyciela. Nie, nie. Pomysł tego filmu sięga lat 60 i Hitchcocka. Cohen długo myślał nad tym scenariuszem, bardzo długo. Jest świetnie przemyślany. W drobnych szczegółach. Powiedzieć, że zakończenie jest sknocone (a przecież sam ten błąd popełniłem) to głupota, a przynajmniej brak namysłu. Będę drążył ten temat, bo to wciągająca łamigłówka, niczym układanie puzzli. Jak się zacznie to można skończyć dopiero wtedy, gdy wszystko się ułoży.

I jeszcze na marginesie a propos Hitchcocka (to obok Kurosawy i Saury mój ulubiony reżyser) to przecież nie można nie powiedzieć tego, że scenariusz jest szalenie hichcockowski. Na przykład w Północ-Północny Zachód bohater błąka się po całej Ameryce, ucieka gdzieś po pustynnych pustkowiach, kryje się w polu kukurydzy przed samolotem, wchodzi na góry itd., ale ciągle jest w takiej samej, klaustrofobicznej pułapce jak bohater The Phone Booth, bo nie wie, nie rozumie o co chodzi. Nie mówię już o absolutnie już klasycznej scenie pod prysznicem w Psychozie - czyż akcja filmu w budce telefonicznej nie jest jej genialnym rozwinięciem? Tak, Telefon ma znacznie bliżej do Hitchcocka niż do współczesnego ogłupiającego kina akcji. I ci, którzy nie znają klasyki, nie kochają Hitchcocka pewnie nie poczują tego filmu. Będzie dla nich dziwaczny, bez akcji. No bo jaka akcja była w Północ-północny zachód? Miotający się facet w garniturze? Świrus! Albo Frantic Polańskiego? Świrus który zgubił żonę i tyle. Przepraszam, tu już oddalam się od meritum, ale to też warto było zaznaczyć. Telefon to mimo wszystko kawałek dobrego filmu w starym stylu przeznaczonego dla ludzi myślących. Wielkie brawa panie Cohen!

głos z forum - marobot:
"Ja także , pomimo że nie jestem fanem Hitchcocka , uważam film "The Phone Booth" za film ciekawy , który naprawdę miło się ogląda ( Ja osobiście przez cały film dosłownie STAŁEM przed telewizorem bo z emocjii zapomniałem usiąść :D ) ale jednak po końcówce miałem odczucie pewnego zmieszania (dlaczego musiał zginąć niewinny człowiek ??) po prostu niezbyt to pasuje do reszty . I tak jak już to ktoś pisał , że postacie nie są ani czarne , ani białe i że przez cały film widz nie jest do końca pewien kto w tej Historii jest "Tym Złym" to właśnie przez morderstwo Dostawcy , trudno jest uwierzyć że Snajper tak naprawdę chciał tylko żeby Stu żył uczciwie , i można pomyśleć że jednak BYŁ zwykłym psychopatą ."

Tak, to jest genialny zabieg Larrego Cohena. Widz nie wgłębiający się w zakończenie, biorący to, co widzi za dobrą monetę po prostu przez to morderstwo na Dostawcy pizzy uzna Dzwoniącego za psychopatę i napisze (tak jak to już tu na forum niektórzy pisali), że ma niedosyt, że to niesprawiedliwe, iż morderca uszedł z życiem, a może nawet, że trzeba nakręcić drugą część gdzie psychola się uśmierca. Natomiast widz, który przez cały film uważał, że Dzwoniący ma może okrutne, ale dobre intencje zadziwi się tą śmiercią niewinnego dostawy. Staje się ona zrozumiała dopiero wtedy, gdy popatrzymy na nią jak na śmierć ofiarną.

Nawiasem mówiąc być może popełniam kolejny błąd. Cóż, nie jestem specem od Biblii. Byłem kilka lat we wspólnocie kościelnej, czytałem Stary i Nowy Testament, ale daleko mi do prawdziwego znawstwa tematu. Otóż robię błąd myśląc w kategoriach nowotestamentowych. Scenarzystą jest przecież Larry Cohen, człowiek wywodzący się z kultury żydowskiej, raczej starotestamentowej (pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu jest dla nas katolików i żydów wspólna). Zatem Dzwoniący to nie Bóg jakiego znamy z Nowego Testamentu, Bóg łagodny, kochający itd. Bóg starotestamentowy jest inny - często budzący grozę, okrutny, choć dający się czasem przebłagać. Także śmierć ofiarna to tradycja żydowska, a nie tylko symbol nowotestamentowy. Zresztą w większości religii (także Wschodnich) kultywuje się śmierć ofiarną, ale to już inna sprawa.

Dociekliwych odsyłam do Księgi Rodzaju 22,1-14. http://online.biblia.pl/rozdzial.php?id=22
U Żydów ofiara "nie była celem samym w sobie. Miała ona prowadzić wszystkich wiernych Bożemu Prawu do przemiany serca, do nawrócenia" - że zacytuje pewnego specjalistę tematu. (U nas, katolików "ofiara" jest o wiele bardziej symboliczna. Gdy ksiądz mówi "idzcie, ofiara spełniona" pewnie niewielu wie o co naprawdę chodzi poza tym, że można już iść.) Bohater więc (już poza ekranem) będzie musiał żyć ze świadomością tego, że zginął za niego (za jego grzechy) niewinny dostawca pizzy. Będzie mu trudno wrócić do dawnego, grzesznego życia mając tę świadomość. Właśnie dlatego ta śmierć ma ogromny sens nie tylko symboliczny, religijny, ale nade wszystko psychologiczny. Dla żyda, Larry Cohena, przemiana okupiona krwią niewinnej ofiary ma o wiele większy, że tak powiem PEŁNIEJSZY sens niż dla nas.

Z drugiej strony spowiedź w konfesjonale to tradycja chyba tylko chrześcijańska. Czyż ta rozmowa w filmie, w której Dzwoniący wie wszystko, wszystko widzi, a sam pozostaje nieznany i niewidziany nie jest podobna do spowiedzi? Ta spowiedź przypomina może spowiedzi Ojca Pio, który znał grzechy grzesznika zanim ten je wypowiedział. Ojciec Pio potrafił krzyczeć albo wyrzucać ludzi z kościoła, jeśli przemilczali lub kłamali.



z maila:
Gdy prostytutki chcą dzwonić, on nie pozwala im. Co sądzisz o tej scenie?


W tej scenie Stu po prostu boi się o swoje życie. Widzi czerwony punkt na swoim ciele i po prostu jest w olbrzymim strachu. To jest ważne. Na końcu filmu kiedy bierze do ręki pistolet, wychodzi z budki i krzyczy pokonuje strach. I tak to jest. Możemy gruntowanie odmienić swoje życie, ale tylko wtedy jeśli pokonamy strach. To jest najważniejsza rzecz w rozwoju duchowym.

z maila:
Co by było gdy mężczyzna przyjął pizzę?

Dotykamy tu tajemnicy. To trudne pytanie. Wiele lat temu myślałem o Komunii Świętej. Czym jest? Dlaczego ludzie idą do Komunii? Co chcą dostać? I doszedłem do wniosku, że to nie my coś dostajemy, ale że dajemy samych siebie Bogu. Więc co by było gdyby Stu powiedział "tak" dostawcy pizzy i ją przyjął, zjadł? Komunia odmieniłaby jego życie. Nie wiemy jak, bo nie wiemy jak to robi Bóg. Ale on był zajęty. Nie miał czasu.

Znalazłem interesującą, anglojęzyczną recenzję filmu, której autor pisze o "grzeszniku, grzechach, spowiedzi". Niestety autor wedle mnie nie rozumie symboliki filmu i generalnie nie czuje zagadnienia rozwoju duchowego. Autor recenzji, Dan Heller zatrzymał się więc w pół drogi pomiędzy jedną interpretacją filmu, a drugą i ocenia go jako jeden z najgorszych jakie widział. Bardzo oryginalna recenzja spośród wielu identycznych, które poprzestają na dosłownym opisaniu akcji filmu.

z maila:
był moment, gdy po pierwszej krótkiej rozmowie mogł odejść i wcale nie musiał odbierać drugi raz telefonu, jeszcze go nie straszono...


Obejrzałem ten fragment. Dzwoniący w ostatnim zdaniu pierwszej rozmowy powiedział mu o żonie. To że Stu nie odchodził, że czekał przy budce (obrączka cały czas leżała na telefonie) znaczyło że przede wszystkim zależy mu na żonie.

Gdy to oglądam drugi raz to mam wrażenie, że tę interpretację sobie wymyśliłem, ale są tam różne dziwne teksty, świadczące o tym, że coś jest na rzeczy. Na przykład po śmierci stręczyciela dzwoniący oskarżając Stu za jego śmierć i wspominając też o dostawcy mówi: "jesteś winien braku szacunku do bliźniego". Może w zamierzeniu scenarzysty dzwoniący miał być religijnym fanatykiem, ale czy to wyjaśnia wątek z pizzą? Nie podoba mi się takie wytłumaczenie - jest bez polotu.

Interesujące, że dostawca pizzy zjawia się dokładnie w tym samym momencie, gdy Stu zdejmuje obrączkę - wcześniej tego nie zauważyłem. To nie przypadek. I kiedy dostawca pizzy odchodzi jakby rzuca okiem w okno z którego (jak się potem okazuje) patrzy dzwoniący.

Ale może już się czepiam szczegółów. Bawiła mnie ta interpretacja. Człowiek to jedyna istota, która potrafi odejść od Jedności i świadomie do niej wrócić. Ten proces jest trudny. Jest związany ze "śmiercią" ego czyli tego, co zwykle uważamy za swoje "ja". Oczywiście ego nie ginie, a tylko traci na wartości jaką niesłusznie mu przypisujemy. Jakby psychiczny ciężar ciężkości naszej osobowości przesuwa się. Zaczynamy utożsamiać się z tym, co w nas wieczne, boskie, z prawdziwą jaźnią, a nie z tym, co jest tylko wytworem cywilizacji i życia społecznego. "Ty jesteś tym" czyli ty jesteś bytem absolutnym - mówią hindusi. W duchowej rzeczywistości jesteśmy Jednością. Tę prawdę można odszukać w różnych miejscach. Choćby u Dersu, który mawiał, że wsio ljudi. A może też w świadectwach ludzi, którzy przeszli przez śmierć kliniczną. Mówią oni czasem, że doświadczali całego swojego życia, ale nie tylko widzianego od ich strony (tak jak to dotychczas przeżywali), ale także doświadczając odczuć innych ludzi, np. tych, którym zrobili krzywdę albo dali szczęście. W tym filmie to jest. Odejście, które symbolizuje zdjęcie obrączki, próba nawrócenia - człowiek z pizzą, sprawdzian tego, co dla bohatera jest ważne w życiu - pytanie o żonę, walka wewnętrzna, śmierć, nawrócenie, pojednanie, odkupienie win... Hm?

Czy tego nie zauważyłeś? Nakręcono już setki filmów, w których "psychol" terroryzuje niewinną ofiarę, a na końcu ginie z rąk "sprawiedliwości", ale to nie jest jeden z takich filmów. Ten, który jest tzw. "ofiarą szaleńca" jest winny. Jest winien braku szacunku dla "bliźniego", jest winien chęci zdrady małżeńskiej - grzechów "codzienności", które są udziałem nas wszystkich. "Szaleniec" zaś nie jest uosobieniem perfidnego zła, lecz bożego dobra, z niezwykłą determinacją pragnącego uratować duszę i rodzinę bohatera. Przeprowadza go krętą drogą do pojednania i odkupienia win. Niewinną ofiarą zatem nie jest tu terroryzowany bohater, ale prawdziwie niewinny człowiek - "baranek bez skazy". Krwawej ofiary współczesnego Chrystusa nikt jednak nie rozumie, a nawet niemal nikt nie zauważa. Czy dwa tysiące lat chrześcijaństwa niczego nas nie nauczyło?

Tak, drogi przyjacielu. Ten film bez litości obnaża twoją głupotę, twoją nieudolność myślenia. Nie tylko w kinie, ale także i w życiu. Dobro jest dla ciebie tym, co się za dobro podaje. Złem to, co na zło wygląda. Żyjesz w uproszczonej, czarno-białej rzeczywistości, bo "kolorowy" świat wartości duchowych jest dla ciebie zbyt trudny. Nie chodzisz do spowiedzi, gdyż nie jest już ona dla ciebie sposobem pomocy duchowej, ale jedynie ingerencją w twoją prywatność, ingerencją której sobie nie życzysz. Uważasz się za niewinnego, bo zapominasz o tym, że kiedyś żył ktoś, kto rzeczywiście był niewinny. Chrystus jest dla ciebie tylko martwym Bogiem oderwanym od twojego życia. Może to i wina katolicyzmu, który żywego Chrystusa "ubrązowił". Kto dziś bowiem myśli o Chrystusie jako o (bożym) "robolu", dostawcy (mistycznego) fast foodu, a wreszcie jako o rytualnie zarżniętym bydlęciu przez jakiegoś religijnego psychola? Byłbyś wciekły, gdyby bryzgająca krew poplamiła ci niedzielny garnitur. Niestety religia, która jest w dużej mierze symboliczna - tak, jak chrześcijaństwo - traci kontakt z życiem. Prawdy wiary zostają w kościele - nie wynosi się ich na ulicę i dlatego nie dostrzega się ich także i w takim filmie.

***

Obejrzałem sobie ten film po raz drugi. Ta moja interpretacja jest śmiała. Fakt. Ale z drugiej strony jest tam parę elementów religijnych. Inspektor-Whitaker mówi o małej czarnej biblii w kieszeni bohatera. Jest mowa o religijnym psychopacie. Ale najbardziej podobał mi się tekst już przed samym rozwiązaniem akcji, przed "zastrzeleniem" Stu.

- Więc po co ta spowiedź - pyta Głos.
- Nie zrobiłem tego dla ciebie - odpowiada Stu.

Tu właśnie padło to kluczowe słowo "spowiedź", bo przecież o to chodziło Głosowi, o wyznanie grzechów. Grzechów jakie popełniamy każdego dnia: kłamiemy, oszukujemy, mamy swoje tajemnice przed najbliższymi, onanizujemy się, gramy role itp.
Udajemy lepszych niż jesteśmy. Wychodzimy na ulicę i zbieramy pieniądze na chore dzieci, albo dajemy pieniądze na chore dzieci. Tak, na to mamy odwagę. Ale kto wyjdzie na ulicę i powie: Miałem ochotę zdradzić moją żonę! Tak, onanizuję się oglądając internet! Kradnę w pracy!
Spowiedź nie jest wyznaniem grzechów Bogu, bo On je przecież zna, tak jak ów Głos. Spowiedź jest pojednaniem się z własnym sumieniem i z bliźnimi. Ten film ma wydźwięk moralizatorski - jeśli to nie jest zbyt wyszukane określenie. Na pewno to nie jest kolejny film o mordobiciu, kopaniu i ścielących się trupach.
Co do mojej interpretacji to nikt nie objaśnił mi dlaczego dostawca przychodzi z pizzą i na końcu zostaje zabity jak ofiara mordu rytualnego. Niestety, moi drodzy, to film dla ludzi myślących, bądźmy szczerzy. Kino amerykańskie przyzwyczaiło nas do tego, że nas ogłupia, że pokazuje spłaszczoną rzeczywistość. Stalone, Szwarceneger itp. (Sorry jeśli przekręcam nazwiska, wiemy o kogo chodzi.) Tymczasem najczęściej walka dobra ze złem nie toczy się pomiędzy ludźmi, a w ludziach, w nas. Bóg, spowiedź czy też psychopata, psychiatra to tylko katalizatory tej walki. Tak naprawdę chodzi tylko o nas. I ten film oddaje tę religijną prawdę czy to się komuś podoba czy nie.

    My analysis of "Phone Booth" - fragments of discussion about the film.

I think that the phone booth is a confessional,
the telephone conversation is a confession,
The Ringer is God
and death of Pizza Guy is Blood Sacrifices...
The film have many points of reference
to Bible in my opinion, but not openly.
The film is resemble Alfred Hitchcock's films.


with a mail:
Of course everybody is dishonest too, but the caller just chooses that

particular man.  We don't know why.

I think, the caller want to save a marriage, save a family. Hero - the
man in the phone booth - want to infidelity. It is interesting: when he
calls to girl he removes the ring. It is very symbolic.

The caller everything knows, everything sees like God. But man in the phone booth don't sees him. Knows about him nothing. The caller resemble God.
In my interpretation, story goes that way: God leaves a church, goes to
a street and a confessional change for the phone booth. He wants to save hero's marriage, marriage of Stu and Kelly. Maybe he wants to do it more for Kelly? First, God sends a man (Christ?) with a bread (pizza), but Stu resend him to God. Pizza is very symbolic thing - it is flat cake
like bread in biblical times. Pizza is maybe symbol of Holy Communion,
symbol unity with God.



The Caller wants to confession, wants to Stu says truth to his wife and the girl. It is very difficult, but Stu do it. The caller is very awake
to what he wants. And he is very cultural man. He is not just psycho.

A confession in a confessional, when sinner and confessor don't see both
is only Christian tradition? The conversation in the phone booth
resemble maybe Father Pio's confessions? I heard he knows sinner sins before he says it. Father Pio can screams or turn out, when sinner don't say truth or something pass over in silence.

And on the end of film Pizza Guy is death. Innocent. And it is strange
dead: The Caller is sharpshooter, but Pizza Guy die with cut throat. A
long time I cannot understood why? And suddenly I understood. The Pizza
Guy die for Stu's sins, like Jesus Christ for ours sins! He redeem
Hero's sins! The Pizza Guy is Lamb of God! Stu will don't return to old
life, because he will remember about this bloody sacrifice.

with a mail:
Also, when the prostitutes want to use the phone he can't let them.
What did you think about that scene?

In this scene Stu is afraid about his life. He see red point on his
body and just fear. It is very important. On the end of the film he
overcome his fear. We can change ours life, but only when we overcome
fear. It is the most important thing in the spiritual transformation.

with a mail:
What if the man accepted the pizza?

We touch a mistery.
It is the very difficult question.
Many years ago I thought about what is Holy Communion? Why people go to Communion? What they want to get? And I think: we give ourselves to God.
Holy Communion change our life in a mistery way. I don't know how. Most
important is say clear "yes" - amen.

So what if Stu accepted the pizza? I don't know. Maybe pizza-bread-Holy
Communion change his life. But he was very busy. He don't have time to
eat the pizza. So, we must ask ourselves: do I have time to God? Maybe God is near of me, but I don't see him, because I am very busy. I don't accept his gifts, because I don't esteem simply things like a piece of
bread. Life is not easy thing.











en.wikipedia
pl.wikipedia

an interesting review ("sins, sinner, confession")