Dersu Uzala Info Blog: Blog about Dersu Uzala and V. Arsenyev.

wt
29
Lis '05

stuk puk, stuk puk… i tak niemal bez końca

I jeszcze w temacie „Dersu a sprawa polska” ciekawostka: W wikipedii tego nie podają, ale u mnie przeczytacie, że sto lat temu koleją transsyberyjską można było przejechać z Władywostoku do… Warszawy lub – oczywiście – na abarot. Była to niewątpliwie najdłuższa podróż kolejowa w świecie. Obecnie przejazd z Moskwy do Władywostoku trwa około 7 dni. Ach, marzyłoby się pojechać…

Счастливого пути!

transsyber

Możliwość komentowania stuk puk, stuk puk… i tak niemal bez końca została wyłączona

nie
27
Lis '05

Dersu a komunizm i chrześcijanizm

Moje archeologiczno-internetowe poszukiwania (czasem czuję się niczym Indiana Jones) dają nieraz zaskakujące rezultaty. Bowiem czyż nie jest to niesamowite, że Dersu jest na liście 100 najlepszych filmów (w kategorii „wartościowy”) ułożonej na stulecie kina przez… Watykan, a z drugiej strony Dersu jest w bibliotece pewnej amerykańskiej organizacji… komunistycznej? I ani jedno, ani drugie mnie nie dziwi! Zupełnie to rozumiem, ale nie wiem czy umiałbym to uzasadnić…

Otóż różne cywilizowane ideologie często bazują na tym, co w człowieku jest pierwotne, naturalne… Oczywiście zapytacie co to znaczy „pierwotne”, „naturalne”. Myślę, że tymi określeniami można nazwać człowieka takiego jak Dersu – wyrosłego i żyjącego w małej, plemiennej grupie ludzi.

Dobroć Dersu, potrzeba dzielenia się z innymi, troska o nieznajomych ludzi i zwierzęta, troska o tzw. środowisko naturalne to wszystko wypływało w przypadku Dersu z serca, a nie z głowy. To nie była ideologia, ale wynik nieskażonego cywilizacją wychowania i niesłychanie trudnych warunków życia.

Dobroć na którą my sobie czasem „pozwalamy” w imię „wartości chrześciajańskich”, ideologii komunistycznej, ekologicznej itp. jest naprawdę żałosna. Tak, jestem żałosnym człowiekiem. Gdybym miał odwagę porównać się do Dersu to chyba bym zapłakał nad sobą.

Jest wiele różnych spraw, które ogólnie można nazwać mianem cywilizacja. Otóż cywilizacja zatruwa nam serce. Spycha serce gdzieś daleko w głąb. To umysł jest najważniejszy, Ja, ego, wola… Często szlak mnie trafia, gdy słyszę samego siebie, zaczynającego każde zdanie od „Ja”. Często myślę: jak taki beznadziejny człowiek śmie pisać coś o Dersu. Nie dorastam mu do pięt.

Co, nie rozumiecie tego jeszcze? Tacy ludzie jak Dersu to dla nas przybysze z kosmosu! Przybysze ze świata, który ginie. Świata, który MY zadeptujemy naszymi butami. Nierozumiemy ich. Ich mądrość nie trafia do nas. Potrzebujemy jakiegoś filtru, jakiegoś przekaźnika, jakiegoś translatora… Takimi filtrami są komunizm, chrześcijanizm, ekologia… Trzeba to jakoś nazwać, zaizmować, żeby była jakaś szansa dostrzeżenia przez nas – ludzi (pożal się boże) cywilizowanych.

I tak też się stało z Dersu. Już Arseniew w swej książce (pisanej przecież za czasów komunistycznych) wspomina o „pierwotnym komuniźmie Dersu”. Ale to nie razi. W liście z 1924 roku do W.G. Bogorazu napisał: „…ja opisał pierwobytnyj kommunizm, osobuju taeżnuju etiku, delikatnost tuziemca, kotorogo jeszcze nie kosnułas ciwilizacja bolszowo goroda. Dersu dejstwitielno pogib tolko potomu, szto ja ubieł jego iz tajgu w gorod. Ja do sich por nie mogu siebie etogo prostit…”

Film Babayana, nakręcony w 1961 roku, pierwsza, rosyjska adaptacja książek Arsenjewa, próbował wykorzystać tę historię dla komunizmu. Wydaje mi się, że są w tym filmie pewne małe zgrzyty, ale nie zależy mi na tym, by ten film jakoś krytycznie oceniać. Staram się widzieć w nim to, co piękne i dobre.

Prawda jest okrutna. Każdego dnia zabijamy Dersu. Fizycznie lub psychicznie. Jak to możliwe? Choćby zabijamy Dersu w każdym dziecku. Odbieramy pierwotną, naturalną naiwność, mądrość, miłość, dobroć, a dajemy… co? Ideały religijne, którymi sami wcale nie chcemy żyć. Gdzie, pytam się, gdzie jest ta miłość bliżniego, chęć wyrzeczenia się siebie i wszystkiego, co twoje, które co niedziela Jezus pokazuje ci swoim przykładem?! Jest rozsądnie mieć konto w boskim banku, żeby w razie potrzeby skorzystać z pomocy, ale tak naprawdę to myślisz sobie: mogę się do ciebie pomodlić, ale do mojego życia się Jezu nie wtrącaj.

Co chcę powiedzieć? Może to, że zupełnie źle widzimy granice. Zupełnie źle oceniamy sytuację na polu bitwy. Nie tam gdzie trzeba dostrzegamy wrogów i przyjaciół. Chrześcijaństwo przeciwstawiamy komunizmowi, ale to błąd. Ta granica przebiega w nas. W nas samych, a nie gdzieś na zewnątrz.

Do cholery, bądź sobie chrześcijaninem, jak chcesz bądź sobie komunistą, bądź markso-katolikiem, bądź sobie kim chcesz, ale bądź też… człowiekiem. Dorośnij do człowieczeństwa. Walcz o to, by twoje serce było czyste, było dziecięce.

Powieś sobie na ścianie obrazek św. Frańciszka, Buddy, Lenina…, ale nie po to, by walczyć z ich cieniami, a po to, by walczyć z samym sobą! Walczyć z własnym egoizmem, wygodnictwem, przemądrzalstwem, porządliwością, materializmem…

To przecież Ja strzeliłem do Dersu, Ja go zabiłem. Skruszony próbuję budować mu pomnik. Staram się być dobrym chrześcijaninem, (choć równie dobrze mógłbym starać się być dobrym komunistą, buddystą, wsie rawno). Lecz czy staje się lepszym człowiekiem?

pt
18
Lis '05

Człowieczeństwo – ljudi

Uważamy się za ludzi. Każdy z nas myśli o sobie, że jest człowiekiem. Czy jednak jest tak rzeczywiście? Czy pomiędzy pojęciami „człowiek” i „człowieczeństwo” nie ma pewnego rozdźwięku, a nawet przeciwieństwa? Chcę dać kilka przykładów do przemyślenia na poparcie takich przypuszczeń…

1.
Gustaw Holoubek w czasie swojego spotkania z Janem Pawełem II tak pomyślał (cytuję z pamięci): „Oto ktoś, komu Bóg w swojej łaskawości pozwolił stać się człowiekiem”.

2.
Hermann Hesse we wstępie do „Demiana” napisał, że wcale w pełni ludźmi nie jesteśmy. Nie jeden z nas jest na wpół rybą czy innym zwierzem.

3.
Wstęp do „Zen w sztuce łucznictwa” napisany przez D. T. Suzuki. Adept zen poprzez praktykę buddyzmu z czasem staje się podobny do chmur, deszczu, wiatru i w końcu żyje tak samo jak wiatr, jak liść, jak drzewo…

4.
Dersu jest na drugi krańcu tej filozoficznej mikro-podróży. Dersu nazywał ludźmi i góry, i lasy, i ogień, i dzika, i słońce, i wiewiórkę… Uczłowieczył wszystko. Tylko o niektórych ludzkich ludziach mawiał: „jego zły ludzie, taki ludzie w tajdze szybko przepadnie”.

Tak to czuję: „człowieczeństwo”, „człowiek”, „ljudi” to pojęcia do których muszę dopiero dojrzeć. Stać się dobrym synem, mężem, ojcem, przyjacielem, synem bożym… I może kiedyś u schyłku swojego życia stanę się człowiekiem i usłyszę, gdy ktoś powie o mnie: „jego dobry ludzie”.

'

1001 bzdur?

Właśnie zajrzałem w księgarnii do książki wydawnictwa Elipsa „1001 filmów, które warto zobaczyć”. Streszczenie filmu Kurosawy, które tam jest zamieszczone to… zbiór bzdur. Nie będę ich wyliczał. Dla przykładu autor nazywa Dersu Uzałę „chłopem”, a nie myśliwym. Wygląda na to, że autor/autorzy przygotowywali książkę w ten sposób, iż czytali jedną/dwie recenzje, w języku bliżej sobie nieznanym i dodali od siebie trochę prozy/fantastyki. Zniesmaczyłem się tą książką okropnie, łe!

Podsumowując… Autorzy wspomnianej publikacji paradoksalnie napisali świetną książkę DLA SAMYCH SIEBIE! W istocie jest to „1001 filmów, które warto zobaczyć”… zanim się napisze coś o nich.

Możliwość komentowania 1001 bzdur? została wyłączona

'

:)

Po 45 latach od wydania trafiła do mnie pierwsza część przygód Dersu i Arsenjewa. Książka w stanie niemal idealnym. Z obwolutą, a nawet obłożona papierem pakowym. Kupiłem ją za jedyne 2 złote.

Przy okazji przypominam zainteresowanym, że zbieram zamówienia na film Kurosawy „Dersu Uzała” na DVD. Koszt około 55zł.

Możliwość komentowania :) została wyłączona

pon
14
Lis '05

Last statistics

STAT1STAT1

October statistics: Links from an external page
http://en.wikipedia.org/wiki/Dersu_Uzala – 61
Add to favorites – 111
Unique visitors – 279

Możliwość komentowania Last statistics została wyłączona

wt
1
Lis '05

Wszystkich Świętych: Świętość Dersu

Kto powiedział, że świętość jest „zarezewowana” tylko dla tych, którzy odwołują się do Boga? Fakt, przyzwyczaiła nas do tego religia chrześcijańska, ale świętość, jak i zresztą sam Bóg, jest czym szerszym niż jakaś kultura, jakaś religia…

Są więc zatem różne barwy świętości, są różne jej rodowody, korzenie, oblicza, natchnienia, wyjaśnienia… Ci święci jakich znamy z kultury judeo-chrześcijańskiej są synami Boga Ojca. Właśnie z tego synowstwa wypływa ich świętość.

Oczywiście wkładam tu, do pewnej szuflady zjawisko, które pewnie nie daje się tak łatwo zaszufladkować. Nic na to nie poradzę. Jak mówi mój niespełna dwuletni synek: „muszę”.

Jeśli więc tak sprawę wyłożyć, to skąd wypływa świętość Dersu? Jak ją uzasadnić, zrozumieć? Myślę, że jego świętość na swe korzenie w byciu synem Matki Natury. I nie jest to tylko teoria utkana na potrzeby Dersu. Kultura dalekowschodnia, ta z kręgu zen stąd właśnie wypływa. I nie są to korzenie gorsze od tych naszych, ze Świata Zachodniego.

Świętość zatem nie jest półsierotą. Ma Ojca i Matkę. Świat nie jest podzielony, a tylko my go takim spostrzegamy.

I czy jest to jakaś droga, nowa droga? A może tylko nowe spojrzenie na drogę starą jak świat? Świętość ma miarę nowego tysiąclecia? Oczekujmy więc Świętych mających Matkę i Ojca. I spójrzmy we własne wnętrze! Nie jesteśmy duchowymi sierotami! Matka i Ojciec prowadzą nas do tego, co dla nas najlepsze, do czego jesteśmy stworzeni. Świętości.

Zdać sobie sprawę z tego jednego zdania. Wprowadzić je w czyn. Oznacza zmienić całe życie. Jedno proste zdanie: Nie jesteśmy duchowymi sierotami!